Dziś Dzień Szczęścia. Na temat tego stanu filozofie pisali długie, zawiłe rozprawy. Też chcielibyśmy tak umieć, ale dla nas szczęście jest czymś bardzo prostym. Dlatego nie komplikujemy sobie życia i cieszymy się tym, co mamy na wyciągnięcie ręki. Na szczęście, w Folwarku szczęście znaleźć łatwo.

Gdzie czai się to nasze szczęście? Rano chowa się w nieco wyszczerbionych, ale zaufanych kubkach z kawą. Czasem czai się za morzem świerków, znad którego wstaje zaspane słońce. Zdarza mu się kicać po pobliskim polu ze stadkiem zajęcy i saren, skubiących sobie w spokoju trawę. Niemal codziennie natykamy się na nie w naszej stajni, gdzie wywołuje wesołe rżenie czekających na śniadanie koni.

Zdarza się, że szczęścia poszukujemy na leśnych duktach. Wtedy siodłamy konie i wyruszamy na wyprawę, czujnie przeczesując okolicę. Wypatrujemy, czy nasze szczęście nie przemyka między drzewami, czy nie zostawiło śladów na nietkniętym przez nikogo, świeżym puchu. Nadstawiamy uszu, by z kojących leśnych dźwięków wyłowić ptasie trele – i udać się w tamtym właśnie kierunku.

Ale zdarza się też, że to nasze szczęście buja się w hamaku lub beztrosko wyleguje się na wiosennej łące, ładując swoje akumulatory słońcem. Czasem myknie do kuchni, gdzie przyłapujemy je na zajadaniu się dopiero co wyciągniętym z pieca drożdżowym ciastem, krusząc przy tym co niemiara…

No ale kto by złościł się na szczęście?

Natykamy się na nasze szczęście także na ujeżdżalni, gdzie głośno nas dopinguje przy kolejnych próbach skoków przez przeszkody czy wykonywaniu niełatwych jeździeckich ewolucji oraz akrobacji. I gdy nam, w miarę upływu dnia, sił nieco ubywa, to folwarczne szczęście nigdy nie wykazuje takich objawów. Dokazuje także popołudniem – bez względu na to, czy zmierzch następuje szybko w jesiennych miesiącach, czy słońce długo trzyma się na niebie. Nasze szczęście chowa się za szczapami drewna, które leżą obok kominka. Turla pod naszymi nogami piłkę do siatkówki. Gwiżdże po cichutku na stadko folwarcznych psów, które z radosnym ujadaniem i rozweselonymi oczami wpada z właściwą sobie gracją do jadalni, gdzie zajadamy się właśnie podwieczorkiem.

Nie uwierzycie, ale nasze szczęście zagląda też do gabinetu Gospodarza. Wiemy to, gdy widzimy go z uśmiechem przechadzającego się po Folwarku lub snującego kawaleryjskie opowieści, które nigdy mu się nie kończą. Szeptem dodamy jeszcze, że są takie dni w tygodniu (a raczej wieczory), gdy to niesforne szczęście zakrada się do folwarcznej spiżarki. Słychać dochodzące stamtąd takie delikatne, cichutkie pobrzękiwanie szkła…

Na wieczór, a raczej na noc, szczęście wspina się na dach Folwarku, skąd już tylko krok do ogromnej połaci granatowego nieba po brzegi wypełnionego gwiazdami (tak, zdarzają się też i spadające!). I wtedy staramy się wypatrzeć nieboraka pomiędzy Wielką a Małą Niedźwiedzicą lub dostrzec go, gdy pędzi po mlecznej drodze.

Tak to z naszym codziennym szczęściem w Folwarku bywa. A Wy, gdzie Wy w Folwarku znaleźliście swoje szczęście?