Co roku, gdy 6 grudnia jest już naprawdę blisko, w Folwarku wyczekujemy wizyty wyjątkowego gościa. Jako jedyny zajeżdża pod nasz ośrodek saniami z reniferami. Nie inaczej jest tym razem. Znów zastanawiamy się, czy spełni nasze prośby z tradycyjnego listu?

A czego sobie życzymy? Mamy niewygórowane żądania. Na zbytkach i luksusach nam niespecjalnie zależy. Naszego drewnianego, czasem uroczo skrzypiącego ośrodka nie zamienilibyśmy na żadne marmury. Naszej okolicy, rozszumianych i rozkołysanych drzew, łagodnych pagórków i pyszniących się w słońcu łąk nie oddalibyśmy nawet za lokalizację w centrum jakiegoś Wielkiego Miasta. A koni nigdy, przenigdy nie wymienilibyśmy na najszybsze Porsche.

Co nie oznacza, że nie mamy życzeń do Świętego Mikołaja. Z końcem listopada jedną z naszych codziennych wieczornych narad poświęciliśmy na napisanie listu do jegomościa. W towarzystwie dwóch kotów i psa zasiedliśmy przy drewnianym stole i uważając, by w łokciem nie potrącić któregoś kubka z kakao, przystąpiliśmy do wspólnych prac nad listem.

Pierwsze z życzeń, co do którego zgodziliśmy się wszyscy, było to dotyczące zapewnienia przez Świętego Mikołaja śniegu w zimie i słońca w lecie. To z myślą o Was, byście w każdej porze roku mogli cieszyć się urokami Toporzyska.

Następnie, skupiliśmy się na koniach, które przecież są naszą wizytówką. Bądźmy szczerzy, znakomita część z Was przyjeżdża do Folwarku dla nich, a nie dla nas. Niech więc Święty Mikołaj zadba, by okoliczne łąki sprzyjały ich galopom. No i dobrze by było, jeśliby zmieścił do swoich sań kilka worków z owsem. Ale takim owsem premium, de luxe, z górnej półki.

Skoro już zaglądacie do Folwarku dla koni, to niektórzy z Was pewnie chcieliby zdać u nas egzamin na jeździecką odznakę. By Wam w tym pomóc, dopisaliśmy do listu także sugestię, by zabrał ze sobą garść takich odznak właśnie. Przydadzą się Wam.

Częstymi gośćmi są u nas również podkuwacze. To dla nich organizujemy szkolenia, warsztaty i zawody. Iskry lecą aż miło. I żeby dalej leciały, poprosiliśmy w liście o krzepę w ich ramionach. Aby nigdy nie brakło im siły, by z taką swobodą wymachiwać piekielnie ciężkimi młotami.

I na tym chcieliśmy skończyć, aby nie przesadzić z tymi roszczeniami (wiadomo, im więcej życzeń, tym trudniej o ich spełnienie), gdy w głośną sprzeczkę wdały się towarzyszące nam koty i pies. Ten miauknął, tamten drapnął, na co ten odpowiedział szczeknięciem. Zachrobotały pazury po drewnianym blacie, gdzieś spod stołu doszedł nas rwetes i generalnie zrobiło się małe zamieszanie. Szybko więc dodaliśmy jeszcze fragmencik o zgodzie między folwarcznymi kotami a psami.

By zwiększyć nasze szanse na realizację spisanych życzeń, zapewniliśmy Świętego Mikołaja, że ugościmy go naszą firmową specjalnością, czyli domowym ciastem drożdżowym, a jego renifery mają zagwarantowane zagrzane miejsce w stajni. Niech odpoczną, bo zapewne czekać je będzie jeszcze dłuuuuuuga droga.

List w kopercie, koperta w skrzynce, a powodzenie naszych życzeń w rękach samego Świętego Mikołaja. Oby się udało.