Kolejny tekst młodych dziennikarzy, którzy spędzili w Folwarku kilka dni, opowiada historię pewnego czworonożnego stworzenia...

 

Każdy pies jest kochany i darzy swojego właściciela wdzięcznością za opiekę. Jaka historia jest związana z takimi uczuciami?

 „Idąc późnym popołudniem do domu, usłyszałam niesamowity pisk połączony ze skamleniem” – opowiada pani Zosia. „Pobiegłam zobaczyć, co się stało i zauważyłam leżący na jezdni obiekt. Dopiero gdy podeszłam bliżej, okazało się, że jest to mały piesek. Nie wiedziałam co się stało, zadzwoniłam więc do znajomego weterynarza. Niestety, wyszło na to, że pies jest w krytycznym stanie. By uratować jego życie, konieczna była operacja. Nie wahałam się długo i szybko podjęłam decyzję o pokryciu kosztów zabiegu. Po długim oczekiwaniu na korytarzu w weterynaryjnym gabinecie, wreszcie drzwi otworzyły się i z sali operacyjnej wyszedł do mnie lekarz. Poinformował mnie, że zabieg się udał. Byłam bardzo szczęśliwa z tego powodu. Po tygodniu pobytu pieska w klinice weterynaryjnej, mogłam go wreszcie zabrać do domu. Chciałam odnaleźć jego właściciela. Udało mi się to po długich poszukiwaniach. Ale… właściciel nie chciał zabrać psa do siebie. Nowym właścicielem psa zostałam więc ja. Nazwałam go Fart, a to dlatego, że uznałam, iż pies miał ogromnego farta. Fart jest ze mną tutaj w Toporzysku. Zawsze przy mnie. Czuję, że przez to chce mi okazać swoją wdzięczność. Widzę wielką radość w jego oczach. Zaprzyjaźnił się z innymi tutejszymi psami, bawi się z Lalą, Trokiem, Tumią. Razem ze swoimi przyjaciółmi, Fart podkrada kotlety paniom z kuchni. Po okresie długiej nieufności wobec ludzi, coś zaczęło zmieniać się w tym moim piesku. Zaczął okazywać im więcej zaufania. Uwielbiam go nie tylko ja, ale także wszyscy inni pracujący w Folwarku” – kończy swoją opowieść pani Zosia.