Na zakończenie reporterskiego cyklu, publikujemy tekst młodych dziennikarzy, w którym opowiadają oni o początkach Folwarku Toporzysko. Ale to były zamierzchłe czasy...

Wszystko zaczęło się od Gajówki. Była to nieduża leśniczówka dzierżawiona przez harcerzy. Jej obecny właściciel, a zarazem Gospodarz Folwarku Dariusz Waligórski, odkrył ją wraz z przyjaciółmi. W swojej publikacji wspomina, że przyjeżdżali tam co roku jesienią na Złaz Szczepu. Warunki nie były dobre, ale najważniejsze było to, że każdy czuł się tam jak u siebie w domu.

 

Harcerze mogli odpocząć od trudu codzienności oraz poprawić swoje umiejętności jeździeckie. A to dlatego, że wybudowali tam małą, prowizoryczną stajnię. Odwiedzając to miejsce doświadczali szkoły życia. Niestety, gajówki już nie ma. Spłonęła doszczętnie w pewną mroźną noc, ale jak mówił nam Gospodarz, „to miejsce na zawsze pozostanie w naszych sercach”.

 

Właściciel wspomina, że od młodości był miłośnikiem nie tylko koni, ale i wszystkich zwierząt. Do stworzenia ośrodka jeździeckiego zainspirowała go przede wszystkim pasja, czyli jazda konna. Budynki Folwarku stawiano stopniowo, a Gospodarz dba o to, były nieustannie modernizowane.

 

Pensjonat przyciąga młodych ludzi oraz osoby poszukujące pracy w ciepłej, domowej atmosferze. Kiedy tylko tu przyjechaliśmy, zostaliśmy przyjęci jak rodzina. Pani Krysia, kucharka, mówi z serdecznością w głosie: „sami swoi!” Każdy może tu odpocząć oraz wyciszyć się. To istna enklawa ciszy i spokoju. Młodzież ma możliwość udziału w turnieju jeździeckim im. Danuty Marszałek-Waligórskiej. Dzięki temu rozwijają swoje jeździeckie umiejętności, a także integrują się nawzajem.

 

Wszyscy zachwycają się urokiem oraz niezwykłym charakterem tej placówki, co mobilizuje niektórych pracowników do pokonywania śnieżnych zasp… nawet pieszo. „Tu się chce wracać” – mówi pani Renata, jedna z kucharek.